
Od kilku dni Australia stoi w ogniu. Żar ponad czterdziestu stopni, powietrze ciężkie jak rozpalone żelazo… i ludzkie ręce, które zamiast pomagać, potrafią tylko dolewać benzyny do tragedii. Spłonęły już lasy, domy, nadzieje. A wraz z nimi — ponad miliard istnień, małych i dużych, o których świat przypomniał sobie dopiero wtedy, gdy zaczęły krzyczeć płomieniami.
Patrzę na te doniesienia i serce mam ściśnięte tak, jakby ktoś wbił w nie cierń. Nie potrafię być obojętna wobec krzywdy zwierząt — zawsze tak miałam, zawsze będę mieć. Kiedy widzę zdjęcia koali o poparzonych łapkach, kangurów biegnących w stronę ognia, bo nie mają dokąd uciec… czuję, że muszę zrobić choć tyle, ile mogę z miejsca, w którym jestem.
Nie mogę tam być osobiście. Nie jestem strażakiem, nie jestem ratownikiem, nie mam samolotu do gaszenia pożarów. Ale mam coś, co w oczach wielu jest niczym, a dla mnie — wszystkim: intencję, energię i wiarę, że to, co wypływa z serca, naprawdę działa.
Dlatego w nocy zrobiłam dwupunkt. W intencji Australii. W intencji ratowników. A najbardziej — w intencji zwierząt. Gdy położyłam dłonie i pozwoliłam energii płynąć, poczułam potężny ucisk w klatce piersiowej. Taki, który wg totalnej biologii jest sygnałem zbiorowego strachu, przerażenia, paniki istot, które boją się o własne życie. To nie była lekka sesja. To było jak zanurzenie się w ból planety.
A jednak — zrobiłam ją do końca. Bo jeśli choć jedna dobra fala energii dotrze tam, gdzie powinna, jeśli ukoi choć jedną zagubioną istotę, jeśli pomoże jednemu zwierzęciu poczuć, że nie jest samo — to było warto.
Drugą rzeczą, którą mogłam zrobić tu, na miejscu, było wsparcie zbiórki pieniędzy zorganizowanej przez strażaków z Brzeska. I o to samo proszę Was — kto może, niech pomoże. Grosz dorzucony z serca waży czasem więcej niż złoto.
Nie wiem, co będzie z Australią. Nie wiem, ile jeszcze spłonie. Ale wiem jedno: energia wysłana w miłości nigdy nie ginie.
Wraca. Uspokaja. Chroni. Kleje rany, których nie widać. Zmieniajmy świat tam, gdzie stoimy — choćby od milimetra dziennie.
