
Włochy… kraj, który wielu z nas kojarzy się z zapachem cytrusów, głosem kościelnych dzwonów i ciepłem ludzkich serc. Kraj, który dla mnie od dawna jest drugą ojczyzną z wyboru. A jednak teraz — podobnie jak cały świat — Włochy zmagają się z wirusem COVID-19, potocznie zwanym koronawirusem. Patrzę na to, co tam się dzieje, zarówno przez pryzmat polskich informacji, jak i włoskich, i martwię się o tych wszystkich, których zdążyłam polubić, pokochać i nazwać przyjaciółmi.
Jako uczestnik kilkunastu grup ezoterycznych widzę, jak często pojawia się tam pogląd, że żyjemy w czasach, w których rozmaite przepowiednie zaczynają się spełniać. Nie będę tego ani potwierdzać, ani zaprzeczać — nie dotarłam jeszcze do takiej głębi materiałów, by móc mówić pewnie, a ja nie jestem osobą, która rzuca osąd bez sprawdzenia. Jednak wiem jedno: świat, jaki sobie urządziliśmy, jest teraz światem, w którym musimy żyć. A to, że koronawirus jest wytworem działania człowieka — to już zupełnie inna historia, ciężka i bolesna.
Ale ja jestem człowiekiem pracującym z energią. Człowiekiem, który wie, że czasem — choćbyśmy nie mogli być fizycznie tam, gdzie dzieją się ważne rzeczy — możemy posłać część siebie na odległość. Dlatego postanowiłam wesprzeć Włochy na swój sposób i wykonałam dwupunkt obejmujący całe państwo, od gór po wybrzeża.
Odczucia podczas takiej pracy bywają różne, czasem zaskakujące. Tym razem można było wyczuć jednocześnie strach, panikę, ale i… coś, co może brzmieć kontrowersyjnie — lekką ulgę, szczególnie wśród młodych. Radość z tego, że nagle świat się zatrzymał, że nie trzeba biec, pracować, gonić za tym, co i tak zawsze ucieka. I wcale mnie to nie dziwi. Włosi mają w sobie coś z dziecięcej duszy — potrafią śmiać się, nawet gdy niebo robi się czarne.
Dwupunkt nie rozwiąże pandemii. Nie zatrzyma wirusa. Ale może zrobić coś innego — dać odrobinę światła, odrobinę ciepła, odrobinę spokoju. A to czasem bywa więcej warte niż niejedno lekarstwo.
Wysyłam więc mój dwupunkt, moją intencję, moje dobre myśli tam, gdzie teraz bije moje drugie serce. Do Włoch.
