
Ten post miałam napisać już kilka dni temu, ale po moich ostatnich wojażach po Polsce dopadło mnie lekkie przeziębienie. Na szczęście herbata malinowa, propolis i Gripex zrobiły swoje – energia wróciła, więc mogę wreszcie napisać kilka słów o książce, która zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie.
O czym jest “Ekoporadnik”
Książkę pożyczyła mi moja przyjaciółka Kasia. Nie będę ukrywać – moja dieta do tej pory była daleka od ideału. Mięso, wędliny, słodycze – właściwie tylko to jadłam. Nic dziwnego, że od czterech lat miewam problemy ze snem i coraz silniejsze napięcia mięśniowe związane z moim Mózgowym Porażeniem Dziecięcym.
Po lekturze Ekoporadnika postanowiłam coś zmienić. Książka Kingi Rusin napisana jest prostym, serdecznym językiem i nie moralizuje – raczej zachęca, by zadbać o siebie małymi krokami.
Dowiedziałam się z niej m.in., że czekoladę można zastąpić rodzynkami sułtańskimi lub morelami – i naprawdę to działa!
Dlaczego warto po nią sięgnąć
- Książka jest pełna pięknych zdjęć zdrowych posiłków, które aż proszą się, by spróbować.
- Większość przepisów jest tania i dostępna, więc nie ma mowy o snobizmie “na zdrowie”.
- Autorka przypomina, że dbanie o zdrowie to także dbanie o środowisko – wszystko jest ze sobą połączone.
- Wstawki z notatnika Kingi Rusin są bardzo osobiste i inspirujące, choć miejscami czcionka mogłaby być nieco bardziej czytelna.
Podsumowanie
Nie trzeba być fit-blogerem, żeby chcieć żyć zdrowiej. Ta książka to nie poradnik dla perfekcyjnych, tylko dla ludzi, którzy chcą po prostu poczuć się lepiej – we własnym ciele i w świecie, który nas otacza.
Polecam każdemu, kto potrzebuje lekkiego kopniaka w stronę zdrowszego stylu życia – bez fanatyzmu, za to z miłością do natury i siebie samego.
