
Są takie tematy, o których mówi się szeptem. Takie, które rodzą się nie w świetle dnia, lecz w cichych rozmowach między kobietami – od matki do córki, od babki do wnuczki.
I dziś właśnie o takim temacie będzie mowa.
Ale zanim dojdziemy do samego rytuału, pozwól, że pójdę za Twoim tropem… Bo pięknie opowiedziałaś o tej drugiej stronie życia – tej, którą zwykle trzymamy w cieniu, a która tak naprawdę kształtuje nasze serca.
Od Winnych do wiedźm – historia, która przyciąga jak zaklęcie
Twoja miłość do historii – tej trudnej, splątanej, pełnej bólu i wielkich nadziei – to już nie tylko pasja. To jak odczytywanie karmicznych nitek, które ciągną się przez pokolenia.
Trylogia „Stulecie Winnych” (i dodatek „Opowiadania”) Ałbeny Grabowskiej to przecież opowieść nie tylko o Polsce, ale o kobietach – o ich sile, intuicji, więziach, których nie sposób złamać. A życie Anny Winnej, tak mocno splecione z nadnaturalnym darem, niemal samo prowadzi nas do świata magii.
I właśnie tam, między kartkami opowiadania o kobiecie pragnącej dziecka, pojawia się stary, wiejski rytuał – prosty, a zarazem archetypiczny, zakorzeniony głęboko w intuicji naszych prababek.
Rytuał na płodność: dawna receptura kobiet sprzed epoki medycyny
W czasach, gdy lekarzy było mało, pieniądze jeszcze mniej, a marzenie o dziecku paliło serce jak ogień – kobiety szukały pomocy w naturze.
I oto właśnie ten stary sposób, przekazywany z ust do ust, z pamięci do pamięci:
- Zbiera się wodę deszczową tuż przed nowiem – bo nów to czas pustki… Czas, w którym rodzi się nowe. Woda miała chłonąć energię nieba – czystą, pierwotną.
- Do wody dodaje się lubczyk – roślinę miłosną, zwaną „zielem namiętności”, z mocy którego korzystano od wieków, by przyciągać miłość i płodność.
- Od nowiu do pełni kobieta wypija codziennie odrobinę mikstury – najlepiej nocą, patrząc na rosnący księżyc. Bo rosnący księżyc symbolizuje rozwój, powiększanie, napełnianie – dokładnie to, czego pragnęły kobiety starające się o dziecko.
- I szeptała do Księżyca prośbę…aby „napełnił jej łono tak, jak napełnia się biała tarcza Księżyca”.
To była magia kobiecości, magia ciała, natura i wiara splecione w jedno. Nie zaklęcie, nie czary – lecz rytuał, który dawał poczucie sprawczości, nadzieję i ukojenie.
Dlaczego dziś nie wolno go stosować?
Bo woda deszczowa współczesnego świata nie jest czysta.
Chemia, spaliny, toksyny – to wszystko sprawia, że rytuał ten musi pozostać tylko piękną opowieścią o dawnych czasach, a nie praktyką.
Ale duch tej magii?
On jest wieczny.
Co możemy z tego zaczerpnąć dziś?
Choć nie wypijemy już deszczówki, to sam sens rytuału pozostaje żywy:
- Księżyc wciąż rośnie – i wciąż możemy pracować z jego energią.
- Lubczyk wciąż jest symbolem miłości i płodności – można go używać w talizmanach, herbatkach, kadzidłach.
- Intencja wciąż działa – prośba szeptana do Księżyca nadal ma swoją moc.
- Rytuał pełni może wspierać kobiecość – czy to w pragnieniu dziecka, czy w uzdrawianiu kobiecej energii.
Bo magia nie polega na składnikach. Magia polega na duszy, na intencji, na wiązaniu się z naturą.
