Kultura i Tradycja

Pączki i Faworki, czyli Tłusty Czwartek

Tłusty Czwartek zawsze przychodzi tak samo — z zapachem rozgrzanego oleju, z pudrem osiadającym na palcach, z radosnym chaosem kuchni, który od wieków zwiastuje jedno: czas sytości przed czasem umiaru. W kulturze chrześcijańskiej wypada on w ostatni czwartek karnawału, ale jego korzenie wyrastają z dużo starszej ziemi.
Pogańskiej. Słowiańskiej. Wiosennej.

Dawniej właśnie wtedy żegnano zimę i zapraszano wiosnę do domów. Ucztowano głośno, tłusto i odważnie — bo w tłuszczu jest życie, a życie zawsze zwycięża chłód. Na stołach królowało mięso, słonina, ciasta smażone w głębokim tłuszczu, a do tego wino, którego pili więcej niż przystało. Wiadomo — słońce miało wrócić, trzeba było mu pomóc.

Z czasem, gdy świat przywdział chrześcijańską szatę, zwyczaj nie zniknął.
Przetrwał. Zmieniono mu tylko nazwę i nadano bardziej stonowany sens.
Ale pączki i faworki — te zostały.

Pączki — małe kule szczęścia

Czy to nie cudowne, że jedno ciasto może nieść tyle wspomnień?
W dzieciństwie smakowały jak święto. Dziś smakują tak samo, tylko my z wiekiem robimy się poważniejsi, a pączki — nigdy.

Ich receptura to poezja tradycji: drożdże, jajka, mleko, masło… Rzeczy, które w dawnym domu trzymano jak skarb. Smażone na smalcu albo oleju orzechowym, nadziewane różą, marmoladą, czasem powidłami. Zawsze z sercem i z przekonaniem, że w Tłusty Czwartek kalorii się nie liczy — bo to grzech większy niż ich zjedzenie.

Faworki — delikatne jak oddech wiatru

Faworki przypominają mi starą ludową mądrość:
im lżejsze ciasto, tym lżejsza dusza tego, kto je lepił.

Kruchość, lekkość i czasem cały bałagan z mąki na stole — to ich magia. Zwijane, plecione, smażone do momentu, aż złoto zacznie kłaść się na brzegach. Posypane pudrem wyglądają jak pierwsze wiosenne promienie słońca przysypane jeszcze zimowym śniegiem.

Takie właśnie są: symboliczne.

Dlaczego dziś wciąż je jemy?

Bo Tłusty Czwartek wciąż jest bramą — przejściem ze starego w nowe.
Bo tłuszcz i słodycz są jak zaklęcie dobrobytu.
Bo tradycja, jeśli ją pielęgnujemy, trzyma nas przy korzeniach, żebyśmy nie zgubili siebie w tym szybkim świecie.

A tak po prawdzie — bo to po prostu dzień, w którym wolno jeść jak za dawnych, pogańskich czasów, gdy ludzie nie wstydzili się radości.


Źródło: Wikipedia, archiwum domowe

Tarot Marsylski

Wróżę od 2018 roku. Moją misją jest wspieranie i pomaganie wszystkim tym, którzy potrzebują duchowego wsparcia, a moja dewiza brzmi: Zaufaj mi, jestem tarocistką i wiem co robię. Wierzę, że podczas wróżenia przy kartach odbywa się sympozjum trzech: Tarocisty, Klienta oraz Wszechświata.

Możesz również polubić…