
Czasem życie stawia przed nami propozycje, które z pozoru brzmią dobrze. Są nowe, świeże, pełne obietnicy wspólnoty i rozwoju. I właśnie wtedy – paradoksalnie – warto się zatrzymać.
Kilka dni temu skontaktowała się ze mną młoda kobieta o nietypowym imieniu – Aurelia. Jest założycielką networkingowego projektu Między Nami Kobietami i zaproponowała mi współpracę. Do tej pory do podobnych inicjatyw podchodziłam z rezerwą. Projekty oparte na networkingu często balansują na cienkiej granicy pomiędzy realną współpracą a iluzją rozwoju. Dlatego zamiast reagować emocjonalnie, postanowiłam najpierw przyjrzeć się sprawie uważnie.
Obejrzałam prezentację projektu. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam w niej elementy, które mogłyby współgrać z tym, czym zajmuję się na co dzień i z tym, jaki sposób życia pokazuję w swoich mediach. To był moment, w którym pojawiło się pytanie: czy to jest coś, co naprawdę jest ze mną w zgodzie?
Jak wiele osób pracujących z Tarotem, nie mam zwyczaju wróżyć samej sobie. Są jednak sytuacje graniczne, w których decyzja dotyczy kierunku, energii i odpowiedzialności – wtedy trudno całkowicie zignorować narzędzie, które zna się i rozumie. Zadałam więc Tarotowi proste, ale ważne pytanie:
czy powinnam wejść w ten projekt?
Rozkład był wymagający i daleki od prostych odpowiedzi.
Na wejściu pojawiła się 3 Mieczy – karta dawnych zranień, doświadczeń, które uczą ostrożności. Przypomniała, że wchodząc w nowe projekty, zawsze niesiemy ze sobą pamięć poprzednich historii. Następnie 8 Buław pokazała szybki start, entuzjazm i dynamikę – energię, która potrafi ponieść, ale też odebrać czas na refleksję.
9 Buław zaznaczyła konieczność stania na straży własnych granic. To karta osoby, która już wiele przeszła, ale wciąż stoi — czujna, gotowa bronić tego, co dla niej ważne. Królowa Denarów przypomniała o odpowiedzialności, stabilności i realnej pracy. O budowaniu czegoś, co ma wartość, a nie tylko dobrą narrację.
Później pojawił się Księżyc — karta niejasności, niedopowiedzeń i intuicyjnych sygnałów, których nie wolno bagatelizować. To moment, w którym Tarot mówi wyraźnie: nie wszystko jest jeszcze nazwane, nie wszystko widać jasno.
I wtedy rozkład zamknęli Kochankowie.
Ta karta bywa mylona z obietnicą relacji lub harmonii, ale w kontekście tego pytania ma zupełnie inne znaczenie. Kochankowie to karta wyboru — wyboru dokonywanego nie pod wpływem emocji chwili, ale w zgodzie z własnymi wartościami. To moment, w którym nie można już udawać, że „jakoś to będzie”. Trzeba jasno określić, po której stronie się staje i jakie konsekwencje jest się gotową ponieść.
Kochankowie mówią:
nie wybieraj idei kosztem siebie.
Nie oddawaj lojalności tam, gdzie tracisz własny głos.
Wybór, który teraz podejmiesz, będzie miał długofalowe skutki.
Tarot nie powiedział „tak”.
Tarot nie powiedział „nie”.
Powiedział: zatrzymaj się i wybierz świadomie.
Pokazał możliwość rozwoju, a nawet awansu i delikatnej poprawy jakości życia, ale jednocześnie zaznaczył, że byłaby to droga wymagająca dużego zaangażowania, jasnych zasad i pełnej odpowiedzialności. Projekt mógłby stać się rozszerzeniem mojej dotychczasowej działalności, ale tylko pod warunkiem, że pozostanę w nim sobą — nie funkcją, nie zasobem, nie tłem dla cudzej wizji.
W biznesie, także tym „kobiecym” i „rozwojowym”, ostrożność nie jest brakiem odwagi. Jest formą szacunku do siebie.
Na ten moment wybieram więc uważność i obserwację. Bez pośpiechu. Bez deklaracji. Z pełną świadomością, że czasem największym aktem miłości — także tej kobiecej — jest wierność sobie.
Tarot, jak zawsze, nie dał prostych odpowiedzi. Dał coś cenniejszego: jasność wyboru..
