Kultura i Tradycja

Legenda o Czarownicy z Babiej Góry

Ostatnio zafascynowałam się postacią doktora Edmunda Wojtyły. Z tej fascynacji przyszła lektura – a z lektury niespodzianka. W książce „Starszy brat. Opowieść o życiu Edmunda Wojtyły” natrafiłam na legendę, która z jednej strony mnie zaskoczyła, z drugiej – ucieszyła jak stara, zapomniana pieśń odnaleziona po latach.

Bo Babia Góra od dawna szeptała historie. Trzeba było tylko nadstawić ucha.

Wiedźma i Wiatr – rodzeństwo z dawnego świata

Było to dawno, dawno temu. Tak dawno, że granica między prawdą a zmyśleniem zdążyła się zatrzeć. A jednak – jak mówią starzy ludzie – nie wszystko, co brzmi jak bajka, jest nieprawdą.

Po orawskich polach hulało wówczas osobliwe rodzeństwo: Wiatr i Wiedźma. Piekielna para, która nie znała litości dla pracy ludzkich rąk. Największe spustoszenie czyniła Czarownica – szczególnie na polach lnu. Dlaczego? Bo len był dla niej czymś więcej niż rośliną. Widziała w nim makatki, obrusy, lniane bluzki i spódnice… stroje przyszłych panien młodych.

A ona sama? Pragnęła jednego – wyjść za mąż.

Niestety, uroda nie była jej sprzymierzeńcem.

Złamana miotła i chłopska mądrość

Pewnego słonecznego dnia, lecąc nad kwitnącym na niebiesko polem lnu, Czarownica złamała miotłę. Los bywa przewrotny – natychmiast dopadli ją pracujący nieopodal rolnicy. I zapewne nie skończyłoby się to dobrze, gdyby nie stary gazda, który zamiast gniewu zaproponował rzecz niecodzienną:

„Weźmy ją do niewoli i nauczmy ciężkiej pracy.
A jak się poprawi… to może i kawaler się znajdzie.”

Czarownica musiała zerwać kontakty z Wiatrem i naprawić zło, które wyrządzała. Nie miała wiele do powiedzenia, ale wizja wesela tak bardzo ją uwiodła, że zgodziła się na wszystko.

Beczka, welon i zdradliwa magia

Brat – Wiatr – przybył z odsieczą. Lecz siostra, sprytna i obrotna, zdradziła go, wyczarowując worek, w który ludzie go schwytali. Dla pewności zamknęli go jeszcze w beczce, pozabijali klepki… i zapomnieli.

Czas mijał. Kawalera jednak nie było.

Aż Czarownica przypomniała sobie starą prawdę: dziewczyna, która na weselu owinie się welonem panny młodej, szybko wyjdzie za mąż.

Tak też uczyniła.

Z welonu wychyliła się piękna kobieta. Zalotnicy oszaleli. Nawet stary wieśniak próbował szczęścia, lecz młodzi byli szybsi. Odszedł więc topić smutki w winie i – opukując beczki – natrafił na tę jedną, właściwą.

Odkorkował ją. Wiatr został uwolniony.

Babia Góra – więzienie i azyl

Rozwścieczony brat porwał siostrę i uwięził ją na Babiej Górze. Gniew miał jednak krótki – jak to bywa z wiatrem. W końcu ją uwolnił. Ale Czarownica miała honor. Do wsi już nie wróciła.

Z marzeń o zamążpójściu również nie zrezygnowała.

Wiedźma, która wciąż czeka

Do dziś – jak mówi legenda – owinięta w muślin siedzi w kosodrzewinie Babiej Góry. Patrzy w dal, w mgłę, w ścieżki prowadzące ku szczytom. Wypatruje.

Kandydata na męża. Albo kogoś, kto odważy się spojrzeć tam, gdzie inni widzą tylko chmury.

Bo Babia Góra nie bez powodu nazywana jest Kapryśnicą. A czarownice… rzadko odchodzą naprawdę.

Źródło: “Starszy brat. Opowieść o życiu Edmunda Wojtyły” autorstwa Teresy Kozłowskiej

Tarot Marsylski

Wróżę od 2018 roku. Moją misją jest wspieranie i pomaganie wszystkim tym, którzy potrzebują duchowego wsparcia, a moja dewiza brzmi: Zaufaj mi, jestem tarocistką i wiem co robię. Wierzę, że podczas wróżenia przy kartach odbywa się sympozjum trzech: Tarocisty, Klienta oraz Wszechświata.

Możesz również polubić…